posts:: 8902, news:: 1863, users:: 694, files:: 53, articles:: 42

newer article | older article

Antoni - krewny Stefka
published on 20.01.2010, 11:01:06 przez mozets.
Antosiowi - niech mu ziemia lekką będzie.
Dzisiaj gdy z trochę innych powodów (kasa - ale przecież kasa potrzebna jest PARTIOM) - giną ludzie w szambach i celach- wydaje się , że czasy ( które opisuję) minęły bezpowrotnie.
Smutna jest epoka, kiedy w życiu publicznym uczciwe zwie się naiwnym, a szczere głupim. /Kazimierz Przerwa - Tetmajer/***************************
Antoni – krewny Stefka Antoni był dalekim krewnym Stefka. Właściwie trudno to nazwać pokrewieństwem – raczej powinowactwem. Gdyż Antoni był mężem siostry - teściowej Stefka. Ale jakby na to nie patrzeć – był w kręgu rodziny. Był to bardzo poczciwy i pracowity człowiek . Łagodny i szlachetny. Żyli sobie spokojnie na przedmieściu Lublina , gdzie przeżyli ostatnie lata okupacji . Antoni , tak jak i przed wojną , od pierwszych dni „wyzwolenia” i zainstalowania się w Lublinie stalinowskiej forpoczty nowej władzy – pracował w niewielkiej fabryczce pasty do butów. W czasie wojny zarządzali nią Niemcy – a później pieczę nad nią i jej pracownikami przejęła władza ludowa. Sekretarz PPR-u w tej pachnącej szuwaksem wytwórni chciał być równie elegancki jak byli właściciele. To znaczy , chciał by wszyscy byli szczęśliwi. Więc postanowił, że wszyscy robotnicy z fabryczki powinni również wstąpić do PPR-u. Antoni opierał się jak mógł, ale było to jedyne źródło utrzymania, jego i całej rodziny. Tj. żony, córki, a tu jeszcze pojawił się z końcem wojny mały szkrab – przemiły i śliczny chłopczyk. Antoni wiedział, że jeśli będzie ostatnim „nie zrzeszonym” – to straci pracę i trzeba będzie gryźć kamienie. Czasy były ciężkie. Antoni nie miał charakteru Stefka , który gdy mu zaproponowano zaszczytne miano „towarzysza” – o mało nie pobił proponującego mu to kierownika. Stefka uznano za wariata i dano mu spokój. A, że wykonywał wzorowo swoją pracę – postanowiono go więcej nie namawiać. Ale i nie awansować, nagradzać , dawać podwyżek. Antoni był dodatkowo załamany najświeższym nieszczęściem , jakie dotknęło jego rodzinę. Półtoraroczny chłopczyk będący ich wielką radością – znalazł w sieni przygotowany do prania roztwór sody kaustycznej i wypił go. Zmarł szybko w strasznych męczarniach , gdyż przełyk malutkiego dziecka – dosłownie przestał istnieć. Poczucie strasznej winy, że nie pomyśleli o lepszym zabezpieczeniu roztworu – potęgowało jeszcze ogromny ciężar bólu. I w tym stanie współczujący sekretarz wytłumaczył Antoniemu, że społeczny robotniczy udział w dziele budowy socjalizmu – pomoże mu pokonać osobiste nieszczęście. Wszyscy kandydaci dostawali partyjne zadania do wykonania. ZMP-owcem już raczej być nie mógł, więc postanowiono wysłać Antoniego na agitację. Przekonywać chłopów z lubelskich wsi do oddawania gospodarstw do PGR-ów , będących kopiami sowieckich kołchozów. Antoni mimo, że całe życie był robotnikiem – nigdy nie miał przekonania do żadnych politycznych agitacji. Ale co było robić. Zapakowano cała grupę agitatorów na pakę wojskowej ciężarówki i i wywieziono do odległego miasteczka – gdzie zakwaterowano ich w hotelu. Stamtąd mieli przez kilka dni prowadzić agitację wśród chłopów okolicznych wsi. Już pierwszego dnia Antoni trafił do gospodarstwa, które miał pozyskać dla idei kolektywizmu. Gospodarz nawet był grzeczny – Antoni także. Dziwne było tylko, że w dużym gospodarstwie było pusto. Nie było ani gospodyni ani dzieci. Antoni nie krzyczał, nie straszył, tylko prosił chłopa by zgodził się na jego i PARTII propozycję. Chłop rozdarł przed nim koszulę na piersiach jak Rejtan i zaczął mu robić wymówki – jak on Polak – może Polakowi proponować takie rzeczy. By krwawicę pradziadów oddać na zniszczenie i zatracenie. Chłop nawet zaczął płakać i łzy jak grochy padały mu na zgrzebną koszulę. Antoni nie wytrzymał, miał za dobre serce. I przyznał się chłopu, że robi to na polecenie – bo sam się boi, że straci pracę. I, że jego samego to brzydzi- ale co robić – takie czasy. Chłop otarł łzy i uściskał go jak brata – Polaka. Antoni nie wiedział tylko, że jego pierwsze zadanie było przygotowane, a treść rozmowy została przekazana przez „chłopa-patriotę” do władz PPR-u. Żona Antoniego czekała na powrót męża – gdy przybył milicjant i zawiadomił ją, że ma jechać do męża – bo przydarzył mu się wypadek. Antoniowa bez zwłoki zostawiła dziecko ( jedyne jakie jej zostało) u sąsiadki i pojechała. W hotelu , w którym mieszkał Antoni, pokazano jej makabryczny widok. Na łóżku leżał jej mąż Antoni . W ręku trzymał brzytwę, a szyję miał poderżniętą od ucha do ucha – prawie do kręgosłupa. Antoniowa zemdlała. Gdy ja ocucono – wytłumaczono jej, że mąż popełnił samobójstwo. I tak Antoni zapłacił za swe dobre serce, naiwność i wiarę w ludzi – i za współpracę , trzeba przyznać – nie efektywną- z nową WŁADZĄ. Władza i PARTIA nie tolerowała nie ideowych towarzyszy . Stanowili oni wrzód na jej ciele . I dlatego wg. zasady „kto nie z nami – ten przeciw nam” rozwiązano problem brzytwą. Jak mawiał towarzysz Mandalian ( Andrzej – poeta , tłumacz z j. rosyjskiego agitator na garnuszku socrealizmu): „Czujniej towarzysze czujniej, dotrzymamy epoce kroku i pod skórą legitymacji trzeba umieć wymacać wrogów”. © M.Mozets

Views: 634

newer article | older article